poniedziałek, 28 marca 2011

Postaw się na wiosnę!

W końcowej fazie już jestem, już bliżej niż dalej, już wycofać się nie mogę bo za dużo osób zaangażowanych.
Pojawia się strach czy dam rade, czy ogarnę. Ostatnio słyszałem słowa, że logistycznie to jest nie do wykonania - no to się cholera okaże za 4 dni.
No risk no fun.

Zapraszam do stawiania się na wiosnę! A posiadaczy luszczanek i lustrzanek, aparatów fotograficznych i produktów firmy na S co produkuje telewizory również zapraszam do portretowania razem ze mną i resztą ludzi, którzy mimo, że zarobić się na tym nie da postanowili zmarnować ze mną trochę swojego czasu.

czwartek, 24 marca 2011

Ireneusz

Ireneusz T., Szwagier, Śwagier, tak tak to ten Krasnoludek,który sika do mleka żeby się zsiadło!

Dzielny kontynuator dzieła Lenina, współtwórca książki o gazach jelitowych, zdobywca świętokrzyskich twardzieli i siedemnastolatek. Miłośnik kulturalnego bicia po gębie, chlebowych zakwasów, wyganiania dresów z lokalu o profilu alkoholowo-gastronomicznym. Ponadto oddany miłośnik koszulek z pitbulami, bluz z kapturem, ajrmaxów, ćwiczebnych granatów, bagnetów, sztang, hantli, wspominałem już o 17 latkach?:)

Uparcie twierdzi, że KSM to jedyne osiedle poza centrum w Kielcach, reszta to już wieś.


Te tak przy okazji serii, która zaświeci za dni kilka.

wtorek, 22 marca 2011

album rodzinny

Zostałem dziś opierdzielony, że pokazuje te bezsensowne zdjęcia gołych cycków, dup, które nic nie wnoszą. Którą nic nie opowiadają. Pewno nawet nie ma na co popatrzeć.
A wszystko to przez pożyczanie pendriva osobom, które nie boją się przejrzeć jego zakamarków i dopatrzeć tam kilka skanów chyba z drugiej w życiu kievowej rolki.
Takie tam cyki, a to podczas świąt, a to podczas sylwestra. Słowem - nic, a dwoma słowami wielkie nic.

No ale, żeby nie było, że jestem gołosłowny ( że gołoobrazkowy to wiadomo:) ) wrzucam je tu, niech powiszą, ku satysfakcji pewno jednej tylko osoby, a potem i tak je wymienię na goliznę.








poniedziałek, 21 marca 2011

Wilno

Wilno w mniej niż 48 godzin. Miałem jechać po raz drugi, ale że plany jak to plany ulegają zmianom i nie jadę to pomęczę Was Wilnem z zeszłego roku.

Szybko, z małą ilością snu, z lokalnym jedzeniem, z problemami w dogadaniu się po angielsku w ichniejszym makdonaldzie, z poszukiwaniem wieży telewizyjnej, na którą wjazd okazał się już i tak niemożliwy, z podróżami trolejami, z żulem, który robił za przewodnika, z próbami dogadania się po rosyjsku ze spotkanymi kobietami w parku, a potem ich reakcją, że tu we Wilnie to się po polsku mówi, co jednak okazało się prawdą przy składaniu zamówiania w makdonaldzie. Z dobrym kebabem lavase, z zamkniętymi ogródkami piwnymi o 23, z deszczem pierwszego dnia i słońcem dnia drugiego. Z muzeum NKWD gdzie o Polakach wzmianki praktycznie nie było.










niedziela, 20 marca 2011

flesz

Bardziej z nudów niż prawdziwej potrzeby upubliczniania.

Pożyczyłem kiedyś lampę od niejakiego Greka. Grek dobry człowiek, lampę i beutydisha użyczył, przewód do wyzwalania również. Rozstawiłem cały bajzel na statywie i pełen nadziei na dobre światło wyprułem całą rolkę. Ani kadry mądre, ani światło dobrze ustawione, ani ja fotograf z głową pełną pomysłów. Słowem - chciałem dobrze, wyszło jak zawsze.
Ale jakie miłe zaskoczenie po wywołaniu. A cóż to za piękne smugi po brzegach kadru?
I w ten oto sposób zapamiętałem do końca życia - kievowa kaseta, bez wcześniejszego obklejenia jej grubą warstwą taśmy izolacyjnej nie współpracuje z ostrym światłem błysku, a jak i później się przekonałem z ostrym słonecznym.
Koniec.


sobota, 19 marca 2011

unikaj zdjęć, wyblakłych kart, odbitek złych...

Sprowokowany przez Szkiela dziś słów kilka o zdjęciach, których nie powinno się popełniać.

"to z czasów kiedy nauczyłem się żeby nigdy nie fotografować swoich bab. baby przychodzą i odchodzą. odchodząc zastrzegają ,że nie życzą sobie znaleźć nigdzie swoich zdjęć :( "

I to jest prawda! Najświętsza prawda. Ile zdjęć zalega po dyskach, płytach, szufladach. Może i miło na nie popatrzeć, może i są dość dobre by je gdzieś komuś kiedyś pokazać. Ale nic z tego, bo trzaskając drzwiami rzuciła magiczne słowa o nie upublicznianiu jej zdjęć,a najlepiej to je usuń.
Zamieszkują potem zasoby, zajmują miejsce, które można przecież zapchać nowym zdjęciami. Nie wiem jak inni, ale ja ich nie usuwam. Myślę, że może kiedyś się odwidzi tej lub innej, przypomni sobie i pozwoli pokazać. Albo sama będzie chcieć obejrzeć je raz jeszcze.

Może więc nie róbmy zdjęć swoim czasowym kobietom? No ale jak to tak, jak człek się zafascynuję taką to fotografował by ją z każdej strony.

środa, 16 marca 2011

Emilia

Na pełnym spontanie, przy szybkiej zmianie miejsca zdjęć. Bez poważniejszego planu, ale i bez większego skrępowania i nadmiernych kombinacji wpadła wczoraj przed mój obiektyw Emilia. Studentka dziennikarstwa, miłośniczka czegoś co potocznie można nazwać aparatem marki Sony, czyli jednak fotografii.

Nie obyło się bez pytań, a masz lampy, czym błyskasz etc etc. Niczym, w myśl Jacka Poremby - nie ma piękniejszego światła niż to z góry, a jak z góry wpada przez okno to jesteśmy w domu!

Trochę się wstydziła, trochę krępowała, ale jak na pierwszą ze mną aktówkę poradziła sobie bardzo dobrze!


poniedziałek, 14 marca 2011

fajnych ludzi...

.... w weekend spotkałem.

Mocno zdjęciowy był to dla mnie weekend. Dość popieprzony również, ale to już wynik mej osobistej wrodzonej, a po części nabytej głupoty. A że głupota ludzka nie zna granic, to udowodniłem sobie, a przy okazji innym po raz kolejny.

Ale do rzeczy, bo nie opisanie tu się rozchodzi.
Michał W. pewno szerzej znany jako Szkielu. Fotoreporter, miłośnik DDR-owskiej myśli motoryzacyjnej, prześmiewca nikona i pokrótce mówiąc koneser dóbr wszelakich.










































Następny dzień przyniósł kolejnych "człowieków".
Kilka dni wcześniej odezwał się Stachu, który póki co jest świeżakiem, młodym adeptem fotografii. Kupił owy chłopiec sobie aparat i się uczy. A że kupił nikona to wiedział do kogo skierować swe kroki. Miało być inaczej, miały być rowery, rowerzyści, telegraf. Żywo, szybko i kolorowo. Przezornie zabrałem kieva ze sobą i uważam, że postąpiłem słusznie.
Stachu porwał swą kobietę, która była naszą przykładną ofiarą. Paulina nie narzekała, nawet słuchała o czym rozmawiamy i dopiero po kilkudziesięciu minutach się przyznała, że architektura jako kierunek studiów nie jest jej obcy, więc o kompozycji to ja się mogę sporo od niej dowiedzieć.







































Jak już coś zostało w magazynku, to postanowiłem to wystrzelać w drodze do pracy. Kielce o poranku wcale nie są takie brzydkie. Szczególnie gdy świeci słońce.

niedziela, 13 marca 2011

Globtroters

Wpadł mi w ręce kiedyś ilford delta 3200, podjarany światłoczułością postanowiłem wypróbować go podczas koncertu. Rewelacji nie ma, to jednak nie matryca podbita do 3200, do tego kominek, matówka i ustawianie ostrości wcale nie jest takie łatwe. Na scenie Globtrotersi szczęśliwie nie byli zbyt ruchliwi. Parę klatek strzeliłem, a o to efekty nierównej walki Kieva ze mną.

piątek, 11 marca 2011

szaleńcy


Ale tacy w pełni pozytywni szaleńcy. Grupa ludzi, którzy pod fotografię układają chyba całe swoje życie – przynajmniej tak się zachowują. Znam ich ledwo rok z okładem, a nie wyobrażam sobie plenerów bez nich.

Niektórzy powariowali na pejzaże, inni na portrety, kolejni na makro. Odwieczna święta wojna pomiędzy Nikonem, a Canonem, której towarzyszy Pentax. Analogowo-cyfrowi, ze spojrzeniem szerszym niż fisheye.
O to Oni, EAF-owcy 2009-2011, na zdjęciach skład mocno okrojony.
Jest nas więcej.

 Złapani podczas pleneru w Lanckoronie.