sobota, 30 kwietnia 2011

Bazary

Czyli kulturalnie nazywając miejski plac targowy.
Targowisko próżności, targowisko rozmaitości.
Cholernie trudno porusza się tam z kievem, za bardzo go widać.
Na zwykłą lustrzankę ludzie nie reagują, aż taką agresją.
Jestem fotografem nie terrorystą, chciałoby się wykrzyczeć.







piątek, 29 kwietnia 2011

konkurs

Przypasowało mi to zdjęcie do pytania -

A Ty zagłosowałeś/aś już w konkursie na fotobloga 2011 r.?!






Nie bądź żyła, jedno kliknięcie dla Ciebie, dla mnie wiele radochy. Wystarczy, że klikniesz w baner pod tytułem bloga, a dalej już wedle banalnie prostych wskazówek.

czwartek, 28 kwietnia 2011

wtorek, 26 kwietnia 2011

Sufraganiec

Dziś z rowerowych wycieczek z kievem na grzbiecie.
W ramach niechcemisizmu, człowiekowstrętu jakiś krajobraz,
co do którego mam pełną świadomość, że go nie umiem fotografować.



poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Nicole

Pewnego dnia przed obiektyw udało mi się zdobyć Nicole i wcale,a wcale tego nie żałuję!

Potem próbowaliśmy się jeszcze raz umówić, ale jakoś czas, miejsce, choroby osób trzecich nie pozwalały.






niedziela, 24 kwietnia 2011

Ewa

Obiecałem jej przecież, a potem jakoś jak zawsze nie dotrzymałem słowa.

O to Ewa.
Przyjechała z gościnnej ziemi łódzkiej w wakacyjny dzień.
A ja niestety miałem wtedy dzień problemów z ustawianiem ostrości i tak na dwie rolki,
tylko parę klatek jest w miarę widocznych.





Nie lubię gdy się nie mogę wyspać z powodów niezależnych ode mnie.
Nie lubię.


sobota, 23 kwietnia 2011

Maciejówka

Rowerowe podróże z Kievem na grzbiecie zaowocowały zdjęciami miejsc, do których bym pewno nigdy z aparatem nie dotarł.
Bo i po co bujać się tam na jedno zdjęcie z całym sprzętem.
A rowerem można zrobić pięknie męczący podjazd na górę ot tak, bo coś mi się wydaje, że warto.

Jestem w pełni zadowolony ze swojego, umieszczonego wewnątrz głowy światłomierza.
Postanowiłem sprawdzić po raz kolejny czasy w kievie, i w ten o to sposób poniższe zdjęcie udało mi się zrobić przy czasie 1/250 co podważa całą moją ideologię jednej sześćdziesiątej.

Gdy wtoczyłem się rowerem na górę zrobiłem zdjęcie kaplicy z zewnątrz, na górę dotarł miły starszy Pan. Po ustawowej wymianie dni dobrych, spytał czy chcę zajrzeć do środka.
Jak dają możliwość to się nie odmawia!
W środku pełna elektryka, mimo, że nie widać ani jednego przewodu, który by na górę docierał.
I tu było moje zdziwienie - wisi jeden obraz, cyk klawisz na ścianie jeden obraz się zwija, a pojawia się drugi w złocie.

Więcej informacji dla zainteresowanych tu - http://maciejowka.com/artykuly/



piątek, 22 kwietnia 2011

Żaneta

Ciąg dalszy nastąpił.

Już nie na portrze, tylko na fuji.
Swoją drogą rozumiem "fascynację" Pavullona na kodaka.
Jest różnica, nawet taki nieudacznik fotograficzny, a tym bardziej kolorystyczny
widzi różnicę pomiędzy tymi dwoma filmami.

A w lodówce jeszcze czeka na ciężkie czasy portra 800 :)

No to ciach babkę w piach, czyli Żaneta na czystym, wypastowanym, wyfroterowanym parkiecie gościnnie użyczonym przez moją starszą wersję Szkiela.






karuzela

Wesołe miasteczko, wesołe miasteczko!
Zbierałem się kilka dni, żeby tam się wybrać.

W końcu zapadła decyzja - idę.
Środa, 21, spakowałem aparat i podeszwy w trampkach rozpaliłem do czerwoności.

Na miejscu kulturalnie spytałem czy można, żeby mnie nikt biczem po pęcinach nie przegnał.

Jak to w Kielcach. W środę parę minut po 21 to nie jest dobra pora.
Ludzi praktycznie brak, maszyny się nie kręcą.

Zdążyłem zrobić jedną klatkę gdy z głośników wybrzmiał dźwięk podobny do zamykania windowsa, zgasły światła, a niedobite bydło zaczęto wypędzać za płot.


czwartek, 21 kwietnia 2011

Żaneta

Tak na szybko Żaneta sprzed chwili w sumie.

rozterki

Zastanawiam się jak często dopada Was myśl, że w dupie, że to nie to, że nie mam już siły dłużej dziabać tych zdjęć. Że to bezsens, że kasy z tego nie ma i nie będzie, a patrząc na fotografie innych dochodzicie do myśli czy by nie sprzedać tego całego sprzętu skrzętnie gromadzonego przez lata.

I szuflady się opróżnią i kurz nie będzie miał się na czym zbierać. A przy okazji wpadnie na konto pewnikiem całkiem pokaźna suma.

Mam takie myśli średnio raz na kwartał, czasem ta myśl zatrzymuje się na dłużej, czasem spada następnego dnia. I albo pakuję aparaty do torby, chowam to wszystko do szafy, odpinam dyskowe zasoby nieskończonych zdjęć i topię myśli o byciu jakimkolwiek fotopstrykaczem. Albo przeglądam co robili mistrzowie, szukając jakiejkolwiek inspiracji, punktu zaczepienia, od czego wyjść, co zrobić nowego. Wracam do pierwszych swoich zdjęć, z których choć trochę byłem zadowolony.

A wtedy albo szafa zyskuje miano pancernej i nie wypuszcza aparatu przez najbliższe tygodnie, albo jak sezam się otwiera i zaczynam kolejne bezsensowne niszczenie migawki, negatywów, nerwów, czasu modelek, energii i na końcu kasy.



        Gdzie się nie ruszę co chwilę ktoś nowy kupuje aparat i już wie, że będzie mistrzem fotografii. Że takich jak on to nie wielu jest, bystrzacy, szlachetne dusze, artystyczne oko, w skrócie albo świetni rzemieślnicy, albo wybitni artyści nie znający jakichkolwiek podstaw, ani nie mający grama doświadczenia.

Wszyscy nagle muszą być profesjonalistami - złota myśl Irka, może trochę zmodyfikowana przeze mnie, ale sens zostaje ten sam. Nikt teraz nie kupuje aparatu by robić zdjęcia dla własnej frajdy. Wszyscy już są PRO i będą "czaskać" śluby. Nikt nie kupuje roweru po to, by jeździć dla własnej przyjemności, nie. On z miejsca będzie zawodowym zawodnikiem, tylko niestety bez opieki i wsparcia jakiejkolwiek grupy kolarskiej.
Nie ma już fascynacji, hobby, zainteresowania. Durne dążenie do bycia profesjonalistą.

Ostatnie zdanie zainspirowane myślą Szkiela. Fotografów dzielimy na artystów i rzemieślników. Rzemieślnicy zarabiają kasę na zleceniach, artyści klepią biedę, wydając na fotografie kasę zarobioną całkowicie inną pracą, ale całą energię i głowę poświęcając fotografii.

Tym optymistycznym akcentem wpisuję się w swój niechcemisizm i nie mam zielonego pojęcia jak dziś zrobię sesje.

tomilottyzm.

środa, 20 kwietnia 2011

Paulina

No to na tapecie ląduje Paulina.

Poznałem ją przy okazji nieudanych wg mnie zdjęć dla Korony, wybory Miss Korony Kielce bla bla bla.

Błysk to jednak nie jest to co lubię, więc o tamtym ani słowa więcej.

Zdjęcia z Pauliną powstały do pomysłu, który urodził się w głowach dwóch kilka lat temu.

Niestety była koleżanka nie ma już możliwości kontynuowania ze mną tzw projektu 10z20 czyli 10 kobiet,20 zdjęć, dwa różne spojrzenia na tę samą kobietę w tym samym czasie. Więcej znajdziecie na www.10z20.digart.pl

W kwestii kwestii zdjęcia inspirowane Argothem, nie ma co ściemniać, ze to moje pomysły na pozy.




wtorek, 19 kwietnia 2011

Aneks

v,Czas na Anie.

Totalnie skręcona kobieta. Pozytywnie jak mało kto.
Kolejna, która ugościła mnie niekończącym się kubkiem kawy.

Mimo fatalnego, wręcz rażącego braku światła postanowiliśmy działać.







Aneks kiedy następna sesja? :)

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

niedziela, 17 kwietnia 2011

prezenty

Dziś podjarany jestem jak arab na kurs pilotażu, jak 15 latka na jakiegoś Biebera.

Dostałem taaaaaki prezent,że mucha nie siada.
W moje ręce wpadł kolejny lubitel, kolejny zenit i perełka, miód na me serce Pentacon Six.
Już nie mogę się doczekać jak Psix wróci z serwisu bo bez niego niestety się nie obejdzie.
Jakaś dziwna wgniotka na obiektywie, pierścień przesłony niby śmiga, ale przesłona nie domyka. Za to pierścień ostrości jakoś zablokował się na wgnieceniu i ni chuchu, nie drgnie. Ale musi działać, musi i koniec!

A teraz porcja z ilforda delty 3200.
Trochę PRL-u i najbardziej kosmicznej budowli w Kielcach.